| powrót | tekst - dokument Word'a |
(przekład
R. Grodeckiego, Biblioteka Narodowa seria I, nr 59, Kraków 1923)
Pierwszy więc
książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a
dla sławy jego i chwały w zupełności wystarczy [jeśli powiemy], że za jego
czasów i przez niego Światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie.
Z tej to bowiem błogosławionej niewiasty spłodził sławnego Bolesława, który
po jego śmierci po męsku rządził królestwem i za łaską Bożą w taką wzrósł
cnotę i potęgę, iż ozłocił - że tak powiem - całą Polskę swą zacnością.
Któż bowiem zdoła godnie opowiedzieć jego mężne czyny i walki stoczone z
narodami okolicznymi, a cóż dopiero na piśmie przekazać [je] pamięci? Czyż
to nie on ujarzmił Morawy i Czechy, a w Pradze stolec książęcy zagarnął i
swym zastępcom go poruczył? Czyż to nie on wielekroć pokonał w bitwie Węgrów
i cały ich kraj aż po Dunaj zagarnął pod swoją władzę? Nieposkromionych
zaś Sasów z taką mocą poskromił, że w środku ich ziemi żelaznymi słupami
[wbitymi] w rzece Sali oznaczył granice Polski. Czyż zresztą potrzeba dokładnie
wymieniać jego zwycięstwa i tryumfy nad ludami niewiernymi, skoro wiadomo, że
je niejako swymi stopami podeptał! On to bowiem Selencję, Pomorze i Prusy do
tego stopnia albo starł, gdy się przy pogaństwie upierały, albo też, nawrócone,
umocnił w wierze, iż wiele tam kościołów i biskupów ustanowił za zgodą
papieża, a raczej papież [ustanowił je] za jego pośrednictwem. On to również,
gdy przybył doń św. Wojciech, doznawszy wielu krzywd w długiej wędrówce, a
[poprzednio] od własnego buntowniczego ludu czeskiego - przyjął go z wielkim
uszanowaniem i wiernie wypełniał jego pouczenia i zarządzenia. Święty zaś
męczennik płonąc ogniem miłości i pragnieniem głoszenia wiary, skoro
spostrzegł, że już nieco rozkrzewiła się w Polsce wiara i wzrósł Kościół
święty, bez trwogi udał się do Prus i tam męczeństwem dopełnił swego
zawodu. Później zaś ciało jego Bolesław wykupił na wagę złota od owych
Prusów i umieścił [je] z należytą czcią w siedzibie metropolitalnej w Gnieźnie.
Również i
to uważamy za godne przekazania pamięci, że za jego czasów cesarz Otto Rudy
przybył do [grobu] św. Wojciecha dla modlitwy i pojednania, a zarazem w celu
poznania sławnego Bolesława, jak o tym można dokładniej wyczytać w księdze
o męczeństwie [tego] świętego. Bolesław przyjął go tak zaszczytnie i
okazale, jak wypadło przyjąć króla, cesarza rzymskiego i dostojnego gościa.
Albowiem na przybycie cesarza przygotował przedziwne [wprost] cuda; najpierw
hufce przeróżne rycerstwa, następnie dostojników rozstawił, jak chóry, na
obszernej równinie, a poszczególne, z osobna stojące hufce wyróżniała
odmienna barwa strojów. A nie była to [tania] pstrokacizna byle jakich ozdób,
lecz najkosztowniejsze rzeczy, jakie można znaleźć gdziekolwiek na świecie.
Bo za czasów Bolesława każdy rycerz i każda niewiasta dworska zamiast sukien
lnianych lub wełnianych używali płaszczy z kosztownych tkanin, a skór, nawet
bardzo cennych, choćby były nowe, nie noszono na jego dworze bez [podszycia]
kosztowną tkaniną i bez złotych frędzli. Złoto bowiem za jego czasów
było tak pospolite u wszystkich jak [dziś] srebro, srebro zaś było tanie jak
słoma. Zważywszy jego chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał
w podziwie: "Na koronę mego cesarstwa! to, co widzę, większe jest, niż
wieść głosiła!" I za radą swych magnatów dodał wobec wszystkich:
"Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród
dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz [wypada] chlubnie wynieść
go na tron królewski i uwieńczyć koroną". A zdjąwszy z głowy swej
diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na [zadatek] przymierza i
przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pańskiego
wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię
św. Wojciecha. I tak wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz
mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i
sprzymierzeńcem narodu rzymskiego. Ponadto zaś przekazał na rzecz jego oraz
jego następców wszelką władzę, jaka w zakresie [udzielania] godności kościelnych
przysługiwała cesarstwu w królestwie polskim, czy też w innych podbitych już
przez niego krajach barbarzyńców, oraz w tych, które podbije [w przyszłości].
Postanowienia tego układu zatwierdził [następnie] papież Sylwester
przywilejem św. Rzymskiego Kościoła.
Bolesław więc, tak chlubnie wyniesiony na
królewski tron przez cesarza, okazał wrodzoną sobie hojność urządzając
podczas trzech dni swej konsekracji prawdziwie królewskie i cesarskie biesiady
i codziennie zmieniając wszystkie naczynia i sprzęty, a zastawiając coraz to
inne i jeszcze bardziej kosztowne. Po zakończeniu bowiem biesiady nakazał cześnikom
i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne
naczynia, bo żadnych drewnianych tam nie było, mianowicie kubki, puchary,
misy, czarki i rogi, i ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go, nie zaś jako
dań [należną] od księcia. Komornikom zaś rozkazał zebrać rozciągnięte
zasłony i obrusy, dywany, kobierce, serwety, ręczniki, i cokolwiek użyte było
do nakrycia, i również znieść to wszystko do izby zajmowanej przez cesarza.
A nadto jeszcze złożył [mu] wiele innych darów, mianowicie naczyń złotych
i srebrnych rozmaitego wyrobu i różnobarwnych płaszczy, ozdób niewidzianego
[dotąd] rodzaju i drogich kamieni; a tego wszystkiego tyle ofiarował, że
cesarz tyle darów uważał za cud. Poszczególnych zaś jego książąt tak
okazale obdarował, że z przyjaznych zrobił ich sobie największymi przyjaciółmi.
Lecz któż zdoła wyliczyć, ile i jakich darów dał przedniejszym, skoro
nawet nikt z tak licznej służby nie odszedł bez podarunku! Cesarz tedy wesoło
z wielkimi darami powrócił do siebie, Bolesław zaś, podniesiony do godności
królewskiej, wznowił dawny gniew ku wrogom.
Tekst
źródłowy — Ćwiczenia z Historii ustroju Polski — ZJAZD GNIEŹNIEŃSKI
ROKU 1000 W PRZEKAZIE ANONIMA ZW. GALLEM — materiały do zajęć grup B. Migdy
[oprac. Bartłomiej Migda]